logo z napisem STALAG XX B ocalenie pamięci

Marsz śmierci


Marsz Śmierci lub Długi Marsz to synonimy ewakuacji jeńców wojennych z terenu okupowanej
Polski, Czechosłowacji i Niemiec zorganizowanej przez niemieckie dowództwo i władze obozowe w
styczniu 1945 r. Jej przyczyn należy doszukiwać się między innymi w postępującej inwazji Armii
Czerwonej. W rzeczywistości była to niedoskonała pod względem organizacyjnym akcja, która dla
niedożywionych, chorych i osłabionych mężczyzn osadzonych w najbardziej na wschód wysuniętych
stalagach i oflagach, oznaczała piesze przemierzanie dużych odległości przy temperaturze poniżej 20 stopni Celsjusza i padającym śniegu drogami pełnymi cywilnych uchodźców i wojska.

Stalag XXB Marienburg Willenberg został ewakuowany 23 stycznia 1945 i należał do tzw. drogi
północnej. James Fulton – mąż zaufania Brytyjczyków i osoba reprezentująca jeńców przed władzami obozowymi podał w swoim raporcie, że tego dnia w Willenbergu (dzisiejszym Wielbarku) przebywało około 10 tyś jeńców różnych narodowości. Już kilka dni wcześniej liczebność obozu zwiększała się, ponieważ wracali do niego żołnierze pracujący w komandach roboczych wysuniętych na wschód. Mąż zaufania otrzymał obietnice od władz obozu, że transport chorych i paczek z Czerwonego Krzyża będzie zapewniony. Pierwsza z nich nie została nigdy spełniona, a racje żywnościowe w postaci paczek czerwonokrzyskich wydano na najbliższe trzy dni. Chorych oraz personel medyczny pozostawiono w obozowym lazarecie, który znajdował się w mieście.

O godzinie 23.00 w obozie głównym otwarto bramę i ustawieni w kolumnę żołnierze przeszli
przez nią po raz ostatni, udając się w kierunku Tczewa. Był to przygnębiający widok. Tysiące ubranych w kilka warstw ubrań mężczyzn, ciągnących za sobą samodzielnie sklecone sanki z niewielkim zapasem żywności, naczyniami, kocami i prywatnymi rzeczami powoli przemieszczało się opustoszałymi ulicami Marienburga wśród padającego śniegu, wiatru i siarczystego mrozu. Wymarsz trwał kilka godzin. Dla jeńców, którzy wyszli z obozu rozpoczęło się trwające trzy i pół miesiąca piekło. Każdy dzień był walką z głodem, zmęczeniem, wycieńczeniem, brudem, strachem, odmrożeniami, dyzenterią i niepewnością.

Jeńcy pokonywali codziennie około 30 km. Na nocleg zatrzymywali się zwykle w opuszczonych
kościołach, stodołach, zabudowaniach gospodarczych lub po prostu spali na ziemi pod gołym niebem. Strażnicy często nie pozwalali im rozpalać ognia, w celu podgrzania posiłków, zrobienia ciepłej herbaty, czy rozgrzania się. Ponieważ większość z nich zasypiała natychmiast z wycieńczenia, James Fulton organizował grupy silniejszych jeńców, aby ci budzili śpiących żołnierzy. Zapobiegli oni tym samym wielu śmierciom z powodu wychłodzenia organizmu.

Większość jeńców przebyła trasę ponad 1000 km, po drodze mimo wycieńczenia i chorób byli
zmuszani przez niemieckie władze do pracy. Ich zadaniem było sprzątanie i odgruzowywanie linii
kolejowych po alianckich nalotach. Nie wszyscy dotrwali do końca marszu. Do dziś dokładna liczba
zmarłych w czasie jego trwania nie jest znana. Po wyzwoleniu najczęściej przez wojska brytyjskie lub
amerykańskie, drogą lotniczą dostawali się na do Wielkiej Brytanii. Ci, którzy się zgodzili, udzielali
wywiadów, na temat czasu spędzonego w niewoli. Ich słowa były skrupulatnie zapisywane a formularze są dziś dostępne w Archiwum Państwowym w Londynie. Jest to niesamowite źródło wiedzy dla rodzin i badaczy zajmujących się tematem jeńców wojennych.

Skip to content